Z wysokości siodełka cz. 65. Dwudniowa pętla rowerowa z biwakiem [GALERIA]

Pogórze Dynowskie i Pogórze Przemyskie to jedne z tych miejsc na mapie Podkarpacia, które potrafią zachwycić nawet najbardziej doświadczonych miłośników dwóch kółek. Malownicze drogi wijące się między pagórkami, zapomniane kapliczki, cerkwiska, pola, lasy i wsie, w których czas jakby zatrzymał się na dłużej – to wszystko sprawia, że rowerowa pętla przez oba pogórza staje się idealnym połączeniem aktywnego wypoczynku i odkrywania urokliwych, mało znanych zakątków regionu. Ta trasa to nie tylko wysiłek i podjazdy, ale także chwile zachwytu na każdym kolejnym kilometrze.

Nad brzegiem Sanu w miejscowości Międzybrodzie

To miał być wyjazd z rodzaju tych powolnych, bez pośpiechu, bez spięcia, konkretnych planów. To miał być wyjazd na "oczyszczenie głowy", być "tu i teraz". Bez ram czasowych. Przyroda, droga, rower i ja. Można by powiedzieć, że taki egoistyczny czas, wyłącznie dla siebie. I taki właśnie był.
Spędziłem dwa dni w siodełku, jadąc przez tereny Pogórza Dynowskiego i Przemyskiego. W pewnej części już dla mnie znane, jednak pewien fragment trasy był nowy, dzięki czemu mogłem odkryć kolejne zakamarki rowerowego Podkarpacia.
Żeby nadać "charakteru" całości wycieczki (bo trudno nazwać to wyprawą), postanowiłem, że noc spędzę pod namiotem. 

Zatem rozsiądź się wygodnie i wybierz się razem ze mną w przepiękne zakątki województwa podkarpackiego, które przemierzymy oczywiście rowerem.

Materiał wideo / relacja z trasy pojawi się z opóźnieniem. Zachęcam już dziś do śledzenia bloga jak i kanału na YouTube Zaginiony Turysta.

TRASA dzień PIERWSZY
Sanok - Trepcza - Międzybrodzie - Mrzygłód - Hłomcza - Dobra - Ulucz - Wołodź - Siedliska - Dąbrówka Starzeńska - Dynów - przysiółek / osiedle Dynowa Bartkówka - Pawłokoma - Sielnica - Słonne

Trasa w gpx TUTAJ

Długość trasy: 60 km (całość),
Rodzaj nawierzchni: asfalt (100%),
Wysokość (max): 307 m n.p.m.
Wysokość (min.): 220 m n.p.m.
Wznoszenie: 297 m
Opadanie:  343 m
Czas: ok. 6 godzin (łącznie), jazda: 4 godziny
Zużyte kalorie: 3 246 kcl

TRASA dzień DRUGI
Słonne - Wybrzeże - Dubiecko - droga woj. 884 - Nienadowa - Iskań - Brzuska - Sufczyna - Bircza - droga krajowa nr 28 -> Stara Bircza - Leszczawa Dolna - Kuźmina - Rozpucie - Tyrawa Wołoska - Wujskie - Załuż - Bykowce - Sanok

Trasa w gpx TUTAJ

Długość trasy: 70 km (całość),
Rodzaj nawierzchni: asfalt (100%),
Wysokość (max): 620 m n.p.m.
Wysokość (min.): 217 m n.p.m.
Wznoszenie: 735 m
Opadanie:  688 m
Czas: ok. 7 godzin (łącznie), jazda: 5 godziny
Zużyte kalorie: 3 689 kcl

Łącznie: 130 km.
Czas: 13 godzin jazdy.

INFORMACJA: zdjęcia można powiększyć, klikając na nie, dzięki czemu jakość zdjęcia będzie lepsza.

Przez znaczną część drogi towarzyszy mi piękna rzeka - San, której meandry będę miał niemalże na wyciągnięcie ręki.
Część trasy z jaką dziś będziecie mieli styczność była już kilkukrotnie w moich relacjach opisywana. Głównie na odcinku Sanok - Trepcza - Mrzygłód - Dobra - Jabłonica Ruska. Na przykład dostępna TUTAJ i TUTAJ (także TUTAJ i TUTAJ).

Osobiście, bardzo lubię te tereny. Jest bezpiecznie, nie ma nadto ruchu samochodowego, z dobrą nawierzchnią. Są fragmenty płaskie, jest trochę podjazdów i zjazdów, a przede wszystkim z piękną otaczającą przyrodą, która w połączeniu ze wspomnianą rzeka San, potrafi dostarczyć niesamowitych widoków.
Po drodze można doświadczyć też sporo ciekawej historii miejsc oraz kilka zabytków, szczególnie tych sakralnych.
W Trepczy: cerkiew Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny z 1807 r. Obecnie kościół rzymskokatolicki, nie użytkowany.
W Mrzygłodzie: zabytkowa, drewniana zabudowa niegdysiejszego rynku, kościół pw. Rozesłania Apostołów (1415 - 1424), ruiny cerkwi greckokatolickiej pw. Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny z 1901 r., stary cmentarz rzymskokatolicki.
W Hłomczy: drewniana cerkiew greckokatolicka pw. Soboru NMP z 1859 r.
W Uluczu: greckokatolicka cerkiew pw. Wniebowstąpienia Pańskiego. Powstała, według tradycji, w latach 1510 - 1517 (po badaniach dendrologicznych 1659 r.), cerkwisko po murowanej cerkwi św. Mikołaja oraz pozostałość po cmentarzu.

Trepcza. Widok w kierunku Międzybrodzia (części wsi na prawym brzegu Sanu). W gąszczu drzew widoczna greckokatolicka cerkiew pw. Świętej Trójcy (1901 r.). Obecnie kościół rzymskokatolicki

Wszystko co do mini wyprawy potrzebne jest zapakowane. Można śmiało jechać...

Zakole Sanu w Międzybrodziu (lewy brzeg)

San w Międzybrodziu 

Wspomniane miejscowości są bardzo naznaczone trudną historią zarówno taką, która ma spore znaczenie dla lokalnej społeczności, jak i wydarzeniami, które odciskały piętno na ogóle społeczeństwa. Są to tereny zróżnicowane pod względem religijnym. Co prawda "dziś", już nie ma to aż takiego wymiaru różnorodności, jednak przed laty mieszkańcami byli zarówno wyznawcy katolickiego kościoła rzymskiego, greckokatolickiego, prawosławnego czy wyznawcy religii mojżeszowej. Zachęcam każdego z Was, by bliżej przyglądnąć się "tym terenom" w kontekście narodowościowym, religijnym i ogółu historii.

Jadę i mijam kolejne miejsca. Niespiesznie. Tu kapliczka przydrożna, tu niewielki kościółek, gdzieś za zakrętem pola uprawne, które "lada chwila" będą "areną żniw", sielskość życia na wsiach. Byłe miasteczko Mrzygłód. Z odległego miejsca dobiegają odgłosy szczekających psów, ryczącej krowy na pastwisku, dźwięk traktora, czy nawet dzwonu kościelnego. Warto się zatrzymać przy pobliskich (dla trasy) drewnianych świątyniach. W Hłomczy, Dobrej, a jak ktoś ma na tyle chęci i sił, to można "wdrapać" się na szczyt wzniesienia Dębnik w Uluczu, by pośród lasu, totalnej ciszy doświadczyć pięknej cerkwi należącej niegdyś do zakonu Bazylianów.
Fotografie wspomnianych świątyń znajdują się w innych wpisać na blogu, zachęcam do ich odwiedzenia. Np. TUTAJ.

Mrzygłód. Kościół pw. Rozesłania Apostołów (1415 - 1424). Ufundowany przez króla Władysława Jagiełłę jako wotum wdzięczności za zwycięską bitwę pod Grunwaldem

Przedsionek (kruchta) kościoła 

Wnętrze kościoła 

Mrzygłód. Fragment zabudowy. Tuż przed centrum wsi

Mrzygłód. Rynek wyłożony tzw. kocimi łbami

Mrzygłód. Pomnik króla Władysława Jagiełły 

Hłomcza. Drewniana cerkiew greckokatolicka pw. Soboru NMP z 1859 r.

Na trasie. Droga pomiędzy wsią Hłomcza, a wsią Dobra

Dobra. Most na Sanie. Teraz szlak będzie prowadził prawym brzegiem rzeki

San

Dobra. Przydrożna kapliczka 

W Uluczu warto także, nieco zboczyć z kursu (w prawo) i udać się do miejsca gdzie niegdyś stała murowana, sporych rozmiarów, cerkiew pw. św. Mikołaja (miała ona też charakter obronny, podobny do tej z Posady Rybotyckiej). Dziś można tylko zobaczyć zarys fundamentów i kilka nagrobków. Warto.

Tuż po minięciu Ulucza, czeka na każdego jeden z najpiękniejszych odcinków na trasie. Aleja dębowa. Po jednej i drugiej stronie drogi, rosną wiekowe drzewa, które tworzą i dają niesamowite odczucie jakby baśniowej krainy. Zielonej krainy. Żadne zdjęcie czy film nie odda atmosfery tego miejsca. Można się zatrzymać, wolniej jechać. Co kto woli. Bez pośpiechu.
Jakby było mało wrażeń wizualnych, to w niedalekiej odległości, po wyjechaniu "zza drzew" ukarze się rozległy krajobraz, którego częścią jest rzeka San.

Tuż przed wsią Ulucz. Widok na meandrujący San

Ulucz

Niewielki kościółek w Uluczu

Ulucz. Wymowny krzyż na drzewie, z jeszcze bardziej wymowną inskrypcją:
Piotr, Michał i Stefania
Krowiak
zginęli w 1945 roku
w Uluczu
śmiercią męczeńską
z rąk bandy ukraińskiej
Tato pamiętają o Was
córka Aniela,
synowie Stanisław i Ja
n

Fragment dojazdu do byłej murowanej cerkwi w Uluczu pw. św. Mikołaja

Plac cerkiewny

Plac cerkiewny z kilkoma zachowanymi nagrobkami z minionych czasów 

Jak widać zachował się w dobrym stanie nagrobek na przycerkiewnym cmentarzu 

Fragment cmentarza

Pomiędzy Uluczem, a Jabłonicą Ruską

Początek pięknej...

... alei dębowej 

.

.

W Jabłonicy Ruskiej, niedaleko trasy, jest bardzo dobre miejsce by się zatrzymać, odpocząć, czy po prostu posiedzieć. Tuż przy stawie, władze gminy zorganizowały miejsce wypoczynkowe z wiatą. Cisza, spokój, od czasu do czasu można usłyszeć plusk ryb. O tym miejscu mówiłem przy okazji trasy, o której pisałem TUTAJ.

Objeżdżam staw dookoła i powracam na właściwy szlak. Spokojna droga, początkowo "odsłonięta", by następnie skryć pośród drzew, które w upalne dni wydatnie pomogą nam schronić się przed słońcem. Nadal będzie towarzyszył mi San. Bardziej lub mniej widoczny dla oczu.

Wołodź
. Dziś to wieś, którą zamieszkuje garstka ludzi, a jeszcze przed II wojną światową mieszkańców było blisko dziewięciuset. Po dawnych mieszkańcach, do dziś pozostała neogotycka kaplica grobowa rodu Trzcińskich z przyległym cmentarzem. Warto zajrzeć zarówno do kaplicy (ostrożnie) jak i przespacerować się po cmentarzu.

Na dziś pozostało mi jeszcze jakieś około 30 kilometrów. Jadę nieśpiesznie. Swoim wakacyjnym tempem. Od miejscowości Siedliska przez jakiś czas poruszam się słynną trasą GreenVelo. Po drodze drewniana cerkiew greckokatolicka pw. Michała Archanioła z 1860 r. W latach 1949 - 2008 użytkowana jako kościół rzymskokatolicki pw. Wniebowzięcia Matki Bożej. Fragmentami poruszam się ścieżką rowerową. Dobrze utrzymaną. Po drodze Dąbrówka Starzeńska, z ruinami zamku Stadnickich z lat 1624-1633 oraz piękna neoromańska kaplica grobowa rodu Starzeńskich, do której prowadzi aleja drzew.

Dolina Sanu

Cisza, spokój i przyroda

.

Jabłonica Ruska. Miejsce wypoczynku nad stawem

Można odpocząć, zrelaksować się...

Zrobić fotkę i...

... coś zjeść. "Wjechały" kabanosy i pszenne pieczywo

I w drogę 

Objeżdżam staw i...

Jestem na właściwym szlaku

.

Wołodź

Wołodź. Neogotycki kościół, a dokładniej...

kaplica grobowa rodziny Trzcińskich z 1905 r., ostatnich właścicieli Wołodzi

Przez dziurkę od klucza 

Wnętrze kaplicy

.

Widok na kaplicę z pobliskiego cmentarza

.

Wołodź. Przydrożna kapliczka 

Siedliska. Infrastruktura szlaku rowerowego GreenVelo 

Jest i ścieżka rowerowa 

Siedliska

Siedliska. Drewniana cerkiew greckokatolicka pw. Michała Archanioła z 1860 r.
W latach 1949 - 2008 użytkowana jako kościół rzymskokatolicki pw. Wniebowzięcia Matki Bożej

Przez dziurkę od klucza 

.

Dąbrówka Starzeńska. Nie mogłem odmówić sobie zdjęcia z architekturą z minionej epoki

Dąbrówka Starzeńska. Pozostałość po zamku Stadnickich z lat 1624-1633. Spalony przez UPA w 1947 r. Więcej TUTAJ

Dąbrówka Starzeńska. Kaplica grobowa Starzeńskich

Wnętrze 

Neoromańska kaplica grobowa Starzeńskich (wzniesiona w latach 1906-1908 r.) przez Julię z Komorowskich Starzeńską

Dąbrówka Starzeńska. Kościół pw. Matki Bożej Częstochowskiej

Wjeżdżam w granice administracyjne miejscowości Dynów, jednak samo centrum omijam, pozostawiając główną część miasta po lewej stronie, na lewym brzegu Sanu.
Obrót koła za obrotem, metr za metrem, kilometr za kilometrem. Trochę płaskiego terenu, kilka niewielkich wzniesień, podkarpackie wioski, przyroda. Czego chcieć więcej.

Docieram do wsi Pawłokoma. Muszę przyznać, że ciekawiła mnie bardzo. Czytałem o niej w jednej z książek Stanisława Krycińskiego. Ktoś by powiedział: "wioska jakich wiele". I trudno byłoby się z takim twierdzeniem nie zgodzić, gdyby nie m.in. wojenne wydarzenia, jakie się rozegrały właśnie tu. Kto nie wie o czym mowa, to odpowiedź znajdzie zarówno przy kościelnym pomniku - krzyżu oraz na sąsiadującym z nimi cmentarzu greckokatolickim. Na jednym i drugim są monumenty, które mówią o tragicznych wydarzeniach jakie miały miejsce właśnie na tej ziemi (widoczne na zdjęciach). Jak Polacy stracili swoje życie z rąk banderowskich band UPA, a w odwecie Polacy pozbawili życia obywateli Polski, narodowości ukraińskiej.

Na cmentarzu w Pawłokomie w 13. maja 2006 roku, odbyły się uroczystości z udziałem ówczesnego prezydenta Rzeczypospolitej Lecha Kaczyńskiego oraz ówczesnego prezydenta Ukrainy, Wiktora Juszczenki. Mówię o tym, bo uważam, że warto mieć wiedzę i świadomość do jakich dramatów dochodziło na tych ziemiach pośród lokalnej społeczności.

W pobliskim sklepie robię niewielkie zakupy, bo do miejsca biwaku już nie uświadczę takiej możliwości. Muszę przyznać, że zakupione pomidory miały smak prawdziwych wiejskich pomidorów, zerwanych prosto z gałązki.

Żeby nie pomylić sobie dalszej drogi, należy obok kościoła, na krzyżówce, obrać kierunek w lewo. Od teraz będzie to taki fragment szlaku, który nada prawdziwego charakteru i jakości dzisiejszej trasy. Co prawda droga asfaltowa, jednak wąska, wijącą się pośród pól uprawnych, z nielicznymi zabudowaniami i dostrzegalną rzeką San. Mógłbym powiedzieć, przewodniczką na szlaku. Po drodze, może minąłem się z jednym samochodem i obsługą utrzymania zieleni. Tyle. Zatem nadal pozostałem sam na sam "z otaczającym światem".

Kierunek: miejscowość Słonne. To tu dziś będę nocował pod namiotem. Wieś z dość rozbudowaną infrastrukturą turystyczną i noclegową, jednak bez sklepu. Także gdyby ktoś wolał spać pod dachem jest taka możliwość.

Wjazd do Dynowa

Na obrzeżach Dynowa

Część Dynowa - Bartkówka

Pawłokoma. Kościół pw. św. Michała Archanioła

Tuż przy kościele znajduje się pomnik z inskrypcją:
Pamięci Polaków
Mieszkańców wsi
PAWŁOKOMA
którzy w latach 1939 - 1945
ponieśli śmierć z rąk
ukraińskich nacjonalistów
oraz zmarli
na "nieludzkiej ziemi"


(wymienionych jest 38 osób z imienia i nazwiska, często są to całe rodziny)

Pawłokoma. Cmentarz greckokatolicki z pomnikiem...

pamięci Ukraińców zamordowanych w Pawłokomie 3. marca 1945 r.

Pawłokoma. Fragment starego cmentarza 

Szlak wśród pól...

łąk...

... zbóż

... kukurydzy 

San

Most na Sanie w Sielnicy. Przeprawa na drugi brzeg

Widok na San z mostu

Wieś Sielnica

San

Wjeżdżając do wsi Słonne, już jestem na lewym brzegu Sanu, nad którym rozciągnięta na linach jest kładka pieszo-rowerowa.
Rozgaszczam się na polu namiotowym, na którym oprócz mnie jest jeszcze tylko czteroosobowe towarzystwo, które, jak się później okazało lubi nocny tryb życia.
Załatwiam sprawy techniczne, zjadam sporą porcję makaronu z pomidorem z... Pawłokomy i po krótkim odpoczynku, na luzie, objeżdżam okolice. Jak się później okazało, spotykam znajomych, których z tego miejsca pozdrawiam.
Noc jest dość chłodna. Bliskość rzeki robi swoje. Nie powiem bo trochę zmarzłem.

Słonne. Miejsce odpoczynku i biwaku

Słonne. Takich kładek pieszo rowerowych na Sanie jest kilka

Dom na najbliższe godziny

Jeszcze tylko się rozpakować i...

... można obficie zjeść. Makaron z pysznym pomidorem ze sklepu w Pawłokomie

Jeszcze kawa... "zalewajka" smakowała wybornie

Po odpoczynku można zwiedzić okolicę 

San we wsi Słonne

.

Na drugim brzegu

Fragment pola namiotowego


Taki widok z namiotu 

San przy zachodzącym słońcu 

Słońce coraz niżej

O północy było tak...

Piąta nad ranem. Było rześko, nawet za bardzo 

Wstaję rano, otwieram namiot, a tam jeden z piękniejszych widoków jakie miałem okazję w życiu zobaczyć. I znowu powiem, że żadne zdjęcie czy film nie odda "prawdziwości" sytuacji.
Różnica temperatur, pomiędzy rzeką, a powietrzem namalowała piękną mgłę tuż nad lustrem wody. Mgła delikatnie "lewitowała" i przesuwała się z biegiem rzeki.

Lekkie śniadanie, kawa w warunkach opisanych wyżej, pakowanie i w drogę. Na obszerniejsze śniadanie przyjdzie pora już niedługo. Kierunek Dubiecko. Po drodze mijam wiszące kładki nad Sanem. Przejeżdżam przez Wybrzeże, ale nie bałtyckie, tylko wieś Wybrzeże.
Samo Dubiecko to bardzo małe miasto, z około tysiącem mieszkańców. Można w nim zobaczyć: zespół zamkowo-pałacowy, cerkiew greckokatolicka pw. Podniesienia Krzyża Świętego, kościół Niepokalanego Serca NMP oraz prywatne Muzeum Skamieniałości i Minerałów. Miasteczko położone wzdłuż drogi wojewódzkiej 884.

Zaglądam po drodze "do" dubieckiego Zamku, a dokładnie na jego dziedziniec. "Zahaczam" po drodze o market, robię zakupy na dalszą drogę no i na drugie śniadanie. Słońce coraz mocniej grzeje, a dzisiejszy odcinek który dopełni całości pętli, jaką zaplanowałem, jest niemalże w całości odsłonięty.

Tak jak wczoraj: jadę powoli, niespiesznie, mijam kolejne wioski, tym razem z pogranicza Pogórzy Dynowskiego i Przemyskiego. Czyste, schludne, zadbane, spokojne i ciche: Nienadowa, Iskań, Brzuska, Sufczyna. Jadę takim tempem, że nawet nie czuje zmęczenia. Na tym odcinku możesz czuć się rozczarowany, ale nie doświadczysz spektakularnych widoków, zabytków. Po prostu jedziesz - jadę. Tylko tyle i aż tyle.

Ósma rano i piękna mgła unosząca się nad Sanem

.

Muszę przyznać, że "na żywo" unosząca się mgła robiła piorunujące wrażenie 

Słonne. Architektura PRL-u 

.

Pomiędzy wsią Słonne, a wsią Wybrzeże. Po prawej stronie zakole Sanu

Wybrzeże. Kolejna kładka na Sanie

Selfiak do lustra nie jest zły 

Takie kładki na Sanie stanowią bardzo ważny element szlaków turystycznych. Pozwalają wybrać różne warianty tras. Zarówno pieszych jak i rowerowych

I cyk, kolejny przystanek PRL-owski

Tuż przed Dubieckiem

Kościół pw. Niepokalanego Serca NMP, widziany z Wybrzeża

Dubiecko

Widok zza pleców

Cerkiew greckokatolicka pw. Podniesienia Krzyża Świętego z 1927 r.

Budynek cerkwi dziś już nie pełni roli sakralnej. Znajduje się w nim Kresowy Dom sztuki (od 12.09.2004 r.)

Kościół pw. Niepokalanego Serca NMP

Jeden z pomników na dubieckim rynku

Dubiecko. Dziedziniec zespołu parkowo-pałacowego

Dubiecko. Fragment drogi wojewódzkiej 884 oraz budynek byłego sądu (z XIX w.) obecnie Zespół Szkół w Dubiecku

Nienadowa. Zajazd Dworski Młyn powstał w odrestaurowanym budynku młyna parowego z 1905 roku w zespole dworsko-parkowym, którego właścicielem był Stanisław Mycielski

Nienadowa. Zespół dworski Dembińskich

Nienadowa. Fragment zabudowy (wozownia) dworskiej Dembińskich

.

Widok na Sam z kolejnego mostu na rzece. Ponownie zmieniam brzeg

Podkarpackie krajobrazy 

Brzuska

Sufczyna. Kościół rzymskokatolicki pw. św. Jadwigi Śląskiej

Bircza. Po Dynowie (nie licząc Sanoka) największa miejscowość. Jadę do centrum. Rozglądam się dookoła, patrzę, oglądam, docieram na dziedziniec kościoła pw. św. Stanisława Kostki. Krótkie zwiedzanie, a dłuższa przerwa by coś więcej zjeść, dać nogom i tyłkowi odpocząć.

Bircza podobnie jak Pawłokoma doświadczyła bandyckich działań banderowskich band. Świadczy o tym między innymi pomnik w centrum miasta. Miejscowość, można by powiedzieć, na szlaku - lini działań UPA. Zachęcam do krótkiego spaceru. Kiedyś znajdowała się zarówno drewniana cerkiew jak i  pokaźnych rozmiarów murowana świątynia obrządku greckokatolickiego, która nigdy nie została poświęcona. Archiwalne zdjęcia oraz wspomnienia o czasie jej budowy i losach, można przeczytać TUTAJ. Zachęcam. Niestety nie ma już po niej śladu.

Zostało mi ostatnie 40 kilometrów. Do pokonania droga krajowa nr 28. Dość znana wśród kierowców, a zwłaszcza motocyklistów, szczególnie na odcinku Sanok - Przemyśl. A jeszcze dokładniej słynne serpentyny pomiędzy wsią Wujskie i Tyrawa Wołoska, przez które także będę przejeżdżał.

Bircza. Centrum 

Bircza. Mural z mapą i okolicznymi atrakcjami

Bircza. Kościół pw. św. Stanisława Kostki

Wnętrze kościoła 

Bircza. Pomnik upamiętniający poległych w walkach z faszystowskimi bandami UPA w latach 1944 - 1947

Droga krajowa nr 28

Wymagający podjazd we wsi Leszczawa

Krzyż na tzw. zakręcie śmierci 

Widok na okolicę z zakrętu 

Inna perspektywa 

Ostro i stromo

Muszę przyznać, że odcinek pomiędzy Birczą, a Sanokiem, jest bardzo wymagający. Jest kilka sporych podjazdów. Między innymi we wsi Leszczawa i dalej w kierunku wsi Kuźmina. Mi się jednak nie śpieszy. Chcę to jadę, nie chcę to prowadzę rower.

Jest też tzw. "zakręt śmierci" (tuż za Leszczawą), nazywany tak przez lokalnych mieszkańców. Nic dziwnego, nie dość że bardzo ostry to ma pod sobą spore urwisko. Wypadki się zdarzają i to śmiertelne.
Ta cała wspinaczka, pod górę, na prawdę będzie zrekompensowana przez widoki. Zwłaszcza te za naszymi plecami, w kierunku serca Pogórza Przemyskiego. Krajobrazy zachwycają.

Po drodze zatrzymuje się na przydrożnym parkingu, na którym od jakiegoś czasu są wystawione serca, a jakżeby inaczej, do zdjęć. Ja też nie oparłem się takiej pokusie.
Nogi i ciało stygnie, to wymowny moment by ruszyć dalej. Podjazd i spory zjazd do Kuźminy. Do zobaczenia drewniana świątynia pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy.

Jadę dalej. Rozpucie, Tyrawa Wołoska, a po niej kilkukilometrowy podjazd na sam szczyt wspomnianych wcześniej serpentyn - Przełęcz Przysłup 620 ma na.p.m. Nieco poniżej, punkt widokowy zarówno na Bieszczady i fragment Beskidu Niskiego. Nie powiem, bo podjazd, jest ten z dłuższych i wymagających. Ale jak już tak się zdobędzie ten szczyt i osiągnie się szczyt swoich możliwości można zjeżdżać i zjeżdżać. Chwilo trwaj, chciało by się powiedzieć. Nie dość, że jest zjazd, to jest też prawie dziesięć fajnych i przyjaznych zakrętów. W weekendy trzeba uważać na amatorów motocyklowych wrażeń.

I tak powoli dobiega 130-kilometrowa pętla przez dwa Pogórza, przez liczne wioski, pola, łąki, z ciekawymi atrakcjami. Bez pośpiechu i planów. Dla siebie i ze sobą. A co najważniejsze, na własnych warunkach i zasadach - życząc tego każdemu z Was, by tym kierować się w wycieczkach czy wyprawach rowerowych. A nawet w krótkich przejażdżkach po pracy .

Widok zza pleców na fragment Pogórza Przemyskiego 

Krajobrazy Pogórza Przemyskiego 

Kolejny podjazd

Atrakcja na przydrożnym parkingu 

Lasy i pola Pogórza Przemyskiego 

.

.

W Górach Słonnych
(
aby zobaczyć na zdjęciach pozostałą część szlaku - drogi nr 28 - kliknij TUTAJ, była już wcześniej wspomniana)

Trasa i jej profil - dzień I

Trasa i jej profil - dzień II


Podoba Ci się co robię? Jaką pracę wykonuję i chcesz mnie wesprzeć w rozwoju bloga i kanału na youtube? Możesz udostępnić stronę w swoich mediach społecznościowych lub postawić mi wirtualną kawę :) Kliknij poniżej i wypijmy kawę wg Twojego uznania :) Będzie mi bardzo miło.

Z tego miejsca chcę bardzo podziękować za kilka kaw, jakie od Was otrzymałem.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Tekst, opracowanie: Przemek Posadzki
Zakaz kopiowania i rozpowszechniania zdjęć bez zgody autora.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Siedem kolorów. O fenomenie Gór Tęczowych

65. tras rowerowych. Miejsca, które warto zobaczyć

Falowiec. Najdłuższy blok w Polsce