Z wysokości siodełka cz. 70. Przez Otryt do Chaty Socjologa [GALERIA]

Są takie miejsca w Bieszczadach, do których chce się wracać, i takie trasy, które na długo pozostają w pamięci. Sierpniowa wyprawa rowerowa dookoła Pasma Otrytu była okazją, by po raz kolejny poczuć smak górskiej przygody, zanurzyć się w zielonych ostępach lasu i odkryć miejsca, w których czas płynie jakby nieco wolniej. Tym razem na moim rowerowym szlaku znalazła się również legendarna Chata Socjologa – schronisko ukryte pośród lasów, z dala od zgiełku i codziennego pośpiechu.

Widok na Bieszczady z polany widokowej tuż przy Rezerwacie Przyrody Hulskie

Jak przebiegała ta wyprawa i co przyniosła mi trasa wokół Otrytu? Zapraszam na relację z kolejnej przygody Zaginionego Turysty – bo najlepsze historie często zaczynają się tam, gdzie kończy się asfalt.

Jest pierwsza niedziela sierpnia (2026 r.), pakuje rower do samochodu i jadę w Bieszczady. Nie, nie rzucam wszystkiego by tam pojechać. Spędzę tam kilka godzin, ale za to jakich i w jakich okolicznościach przyrody - karpackiej, a dokładniej bieszczadzkiej. 

Ruszam z samego rana. Do punktu "startowego" dzisiejszej trasy mam około 70 kilometrów. Zatem trzeba poświęcić na jazdę samochodem (z Sanoka) niewiele ponad godzinę. Droga nie jest nudna. Sporo można zobaczyć. Pomimo, że jest to wakacyjna niedziela, ruch jest niewielki, powiedziałbym, że znikomy. Docieram do Smolnika nad Sanem. To stąd wyruszę na dzisiejszy szlak, którego przejechanie odkładałem kilkukrotnie, na rzecz innych tras. A szkoda. Bo jak się przekonacie (mam nadzieję) całość drogi jaką sobie zaplanowałem była fenomenalna. Co prawda pogoda była "pod chmurką", jednak okazała się zbawienna. Można powiedzieć: idealna na rower. Ciepło, jednak nie gorąco.

Propozycja dzisiejszej trasy to, standardowy szlak rowerowy dookoła Pasma Otrytu. Z tym, że ja go trochę zmodyfikowałem by nie tylko okrążyć wspomniane Pasmo, ale także przejechać po nim (jego grzbietem) chociaż w części i dotrzeć do punktu osławionego legendami - do tzw. Chaty Socjologa. O samym miejscu opowiem w dalszej jego części. Zatem rozsiądź się wygodnie i przenieś się razem ze mną w południowo-wschodnie Bieszczady, widziane z wysokości siodełka rowerowego.

TRASA 
Smolnik nad Sanem - DW 896 - Dwerniczek - Dwernik - Chmiel - Sękowiec - Hulskie i rezerwat Hulskie - szlak rowerowy dookoła Otrytu (niebieski) - przy byłym wypale węgla drzewnego skręt w prawo, w kierunku pieszego szlaku niebieskiego prowadzącego do Chaty Socjologa na Górnym Otrycie - Chata Socjologa - pieszy szlak zielony - Trohaniec 939 m n.p.m. - powrót ba zielony szlak - droga leśna ze szlaku rowerowego dookoła Otrytu - zjazd do głównej drogi wojewódzkiej 968 - Smolnik nad Sanem

Trasa w gpx TUTAJ

Długość trasy: 45 km (całość wg GPS),
Rodzaj nawierzchni: asfalt, drogi szutrowe, leśne, 
Wysokość (max): 939 m n.p.m.
Wysokość (min.): 494 m n.p.m.
Wznoszenie: 951 m
Opadanie: 963 m
Czas: 5,5 godziny (łącznie), jazda: ok. 4 godzin
Zużyte kalorie: 4304 kcal

INFORMACJA: zdjęcia można powiększyć, klikając na nie, dzięki czemu jakość zdjęcia będzie lepsza.

Startuje z parkingu tuż obok przepięknej cerkwi pw. św. Michała Archanioła w Smolniku nad Sanem, datowanej na 1791 r. wpisanej na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jedyna taka, bojkowska, świątynia na terenie Bieszczadów. Już jakiś czas temu wspominałem o tym obiekcie w osobnym wpisie. Zachęcam do kliknięcia TUTAJ i poczytania o tym niezwykłym zabytku na skalę światową. 

Warto w kilku zdaniach przedstawić samą miejscowość. Smolnik nad Sanem jest niewielką wsią, usytuowaną przy Wielkiej Obwodnicy Bieszczadzkiej, nad potokiem Smolnik wpadającym do Sanu u południowo-wschodniego krańca Otrytu. Na stoku nad wsią wytyczono ścieżkę przyrodniczo-dydaktyczną "Szkółki", prowadzącą przez teren naturalnych i sztucznych odnowień po wiatrołomach z 1989 r.
Historyczną wieś Smolnik lokowano przed 1580 r. na prawie wołoskim w dobrach Kmitów. Leżała na niewielkim grzbiecie w pobliżu Sanu. W 1921 r. Smolnik liczył 82 domy i 520 mieszkańców. Podczas spisu aż 516 osób podało narodowość polską. W latach 1945-1951 miejscowość była w granicach ZSRS. Mieszkańców przesiedlono pod Lwów. W następnych latach nikt tu się nie osiedlił i wszystkie domy rozebrano. Nowa osada leży o ponad 1 kilometr dalej na północ.
 


Źródło:
Przewodnik Bieszczady dla prawdziwego turysty. Wyd. Rewasz. Pruszków 2018, s. 351.


Po więcej ciekawych informacji odsyłam na stronę dostępną TUTAJ.
Smolnik nad Sanem. Cerkiew greckokatolicka pw. Michała Archanioła z 1791 r.

Obecnie w świątynia jest obrządku rzymskokatolickiego

.

Obiekt jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO

.

Fragment drogi wojewódzkiej 896 (Wielka Obwodnica Bieszczadzka)

Po około dwóch kilometrach (od startu) skręcamy w prawo, opuszczając tym samym Wielką Obwodnicę Bieszczadzką (pisałem o niej TUTAJ) i kierujemy się już na "prawdziwą" trasę tego dnia. Przez następnych 11 kilometrów poruszamy się po nawierzchni asfaltowej, aż do skrzyżowania w Sękowcu. Jednak zanim tam dotrzemy, po drodze, jest kilka ciekawych atrakcji przy których warto się zatrzymać. Pierwszą z nich będzie jeden z punktów na nowo powstałym Transgranicznym Szlaku Dawnych Placówek Straży Granicznej w Dwerniku. Znajdował się tam Komisariat Straży Granicznej Dwernik. Funkcjonował w latach 1928 -1939, podlegając Inspektoratowi Granicznemu Nowy Zagórz, Inspektoratowi Sambor i od września 1938 r. Komendzie Obwodu Sambor Wschodniomałopolskiego Okręgu Straży Granicznej. Podlegały mu Placówki I Linii: Kalnica (do września 1928), Wetlina, Berehy Górne (od września 1928), Ustrzyki Górne, Strzebowiska (dawniej Strubowiska, od czerwca 1934) i Placówki II Linii: Dwernik i Smolnik. 
Źródło:
tablica informacyjna.

Dzisiejszy Dwernik jest niewielką wsią, rozciągniętą nad potokiem Dwernik przy jego ujściu do Sanu. Wieś powstała na prawie wołoskim w rozległych dobrach Kmitów z Sobienia. Istniał już w 1533 r., w roku tym bowiem Piotr Kmita nadał sołectwa w Dwerniku i Polanie Iwanowi Ternowskiemu i dwóm jego synom, w zamian za pole zwane "Ternowe" leżące nad Sanem blisko jego źródeł. 
W 1921 r. wieś liczyła 107 domów i 567 mieszkańców. Po II wojnie światowej była całkowicie wyludniona i zniszczona. Spalono m.in. drewnianą cerkiew z 1785 r. Obecna zabudowa powstała po 1956 r. W przysiółku Dwerniczek na północnym brzegu Sanu mieszkał przez ponad dwadzieścia lat, nieżyjący już, rzeźbiarz Marian Hess. (...) Stworzył barwną regionalną legendę o Biesach i Czadach. Wokół jego domu istniała ekspozycja oryginalnych rzeźb
. 
Źródło: Przewodnik Bieszczady dla prawdziwego turysty. Wyd. Rewasz. Pruszków 2018, s. 275.


Dwernik jest jednym z najstarszych ośrodków górnictwa naftowego na świecie, rafineria oraz kopalnie ropy naftowej istniały tu już przed rokiem 1884. Wydobycie ropy naftowej (w skali regionalnej) jest kontynuowane także obecnie.
Źródło: TUTAJ
.

Po więcej informacji odsyłam na stronę Gminy Lutowiska dostępną TUTAJ.

Na skrzyżowaniu w prawo

Dwerniczek

Przystanek autobusowy w Dwerniczku. Ówczesne przystanki nie tylko, że wyglądają lepiej jak dzisiejsze to mają swój niepowtarzalny urok i duszę

Dwernik

Droga przez Dwernik

W Dwerniku istniała placówka straży granicznej. Dlatego też, miejscowość znalazła się na trasie nowo powstałego Transgranicznego Szlaku Dawnych Placówek Straży Granicznej  

Gdzieniegdzie można zaznać pięknych, bieszczadzkich widoków

.

Mogiła żołnierza

Na sporym skrzyżowaniu w Dwerniku, skręcamy w prawo, opuszczając tym samym wieś, kierując się do kolejnej, jakże ciekawej, miejscowości o nazwie Chmiel. A w niej napotkamy niegdysiejszą drewnianą, greckokatolicką cerkiew pw. św. Mikołaja z 1906 r. Obecnie kościół rzymskokatolicki należący do parafii pw. św. Michała Archanioła w Dwerniku. 

Dokumenty potwierdzają istnienie tu cerkwi już w 1589 r. Obecną świątynię wzniesiono w latach 1904-1906. Po wysiedleniach miejscowej ludności w 1951 r. decyzją władz została zamknięta, a jej wyposażenie z czasem zostało rozkradzione. Pełniła też funkcję magazynu. W 1970 r. społeczność rzymskokatolicka zaadaptowała świątynię na kościół. Wnętrze świątyni bez wyposażenia cerkiewnego. Ołtarz główny i ołtarzyki pochodzą z kaplicy ss. Boromeuszek w Łańcucie.

Budowla konstrukcji zrębowej, trójdzielna, orientowana. Prezbiterium z dwoma symetrycznymi zakrystiami. Nad nawa ośmiopołaciowa kopuła zwieńczona niewielkim hełmem. Babiniec i prezbiterium przykryte dachami kalenicowymi. W dolnej partii korpusu dach okapowy. Dachy i daszki kryte blachą. Na końcach kalenicy babińca i prezbiterium małe wieżyczki sygnaturowe. Ściany szalowane deskami. Przed cerkwią dzwonnica z dzwonem z 1932 r., przeniesionym z nieistniejącej wsi Ruskie. Obok świątyni zachowana unikatowa płyta nagrobna Fieronii z Dubrawskich Orlickiej z 1644 r. Jest to jedyny tego typu zabytek na południu Polski. Architektonicznie budowla jest przykładem ukraińskiego historyzmu. 

Źródło:
tablica informacyjna.


W 1968 r. obiegła kraj wieść, że Jerzy Hoffman planuje spalenie cerkwi dla potrzeb powstającego wówczas filmu Pan Wołodyjowski. Ludzie sztuki zareagowali spontanicznym protestem. Wówczas powstał w Chmielu, spalony dla potrzeb filmu, Raszków, zaś cerkiew ocalała. Źródło: TUTAJ.

Wieś Chmiel usytuowana jest nad Sanem i jego prawym dopływem, u podnóża Otrytu. Nazwa pochodzi zapewne od rosnącego tu dzikiego chmielu. Miejscowość lokowali Kmitowie na prawie wołoskim po 1502 r. W 1921 r. wieś liczyła 57 domów i 336 mieszkańców. Nad Sanem stał dwór, a po drugiej stronie rzeki znajdował się przysiółek o nazwie Chmielińczyk. W latach 1945-1951 wieś pozostawała w granicach ZSRS. Po 1956 r. do chmiela udało się wrócić kilku ukraińskim rodzinom spośród dawnych mieszkańców. 
Źródło:
Przewodnik Bieszczady dla prawdziwego turysty. Wyd. Rewasz. Pruszków 2018, s. 265.


Po więcej ciekawych informacji odsyłam na stronę dostępną TUTAJ.

Chmiel. Cerkiew grckokatolicka św. Mikołaja z 1906 r.

Wnętrze świątyni

.

Obecnie jest to kościół rzymskokatolicki parafii św. Michała Archanioła w Dwerniku

.

Płyta nagrobna z 1644 r. z inskrypcją w języku cerkiewnosłowiańskim :
Roku Bożego 1644, miesiąca lipca, dnia 17. Tu leży szlachetna Pani Feronia rodzona córka Pana Eustachego Dubianskiego a małżonka Pana Jana Orlickiego. Spoczywa tu w wierze, czeka daru, którym darem obiecane w niebie Królestwo

Grafika przedstawiająca napis z pryty nagrobnej

Jeden ze starszych nagrobków znajdujący się przy cerkwi / kościele 

Opuszczam Chmiel i jedziemy w kierunku Zatwarnicy. Jednak w Sękowcu, na skrzyżowaniu, tuż przed mostem na Sanie odbijamy w prawo. Po lewej naszej stronie, znajduje się duży parking z wiatą. Od tego momentu, następuje zmiana nawierzchni na szutrową. Co prawda początkowo to będzie taki zniszczony, "kamienisty" asfalt. Jednak trudno tu mówić o dobrej asfaltowej drodze. Zatem od teraz, aż niemal przez 30 kilometrów przyjdzie jechać po szutrach i leśnych drogach, szlakach pieszych, w samym centrum bieszczadzkiego lasu. Formalnie jest wytyczony niebieski szlak rowerowy, jednak trudno odszukać oznaczenie. 
Po kilkuset metrach, z ciekawości, zjechałem nad brzeg Sanu. Rozległe jego koryto pobudza wyobraźnię potęgi rzeki, szczególnie po obfitych deszczach czy zimowych roztopach. Bardzo ciekawie też wygląda most na rzece, wkomponowujący się w otaczającą go roślinność. 

Wracamy na szlak. Kilka chwil kręcenia pod wzniesienie. Docieramy do rozległej polany z przepięknym widokiem na południe (w kierunku Krywego, Tworylnego i dalej na pasma połonin). Są też ławki by odpocząć, czy nawet miejsce na ognisko. Warto się tu chwilę zatrzymać. Miałem okazję już tu być przed trzema laty. Przy okazji trasy z Rajskiego, przez Studenne, do wsi Krywe i Tworylne. Pisałem o tym TUTAJ. Zajrzyj, bo warto.

Jest to miejsce gdzie na skrzyżowaniu leśnych drugi znajdziemy informacje o Rezerwacje Przyrody Hulskie im. Stanisława Myczkowskiego. Droga do góry prowadzi do Studennego, ja skręcam w prawo. Kierunek Rezerwat Przyrody. Poruszamy się stokówką poniżej Pasma Otrytu. Przez chwilę po południowej jego stronie, następnie od zachodu, by później być po stronie północnej otryckiego masywu.
Trasa jest bardzo malownicza. Typowy bieszczadzki las ze wspomnianym już Rezerwatem Przyrody Hulskie. Przemierzając kolejne kilometry napotykamy na kilka przystanków, z opisem chronionych gatunków fauny i flory, przyrody nieożywionej. Jest totalna cisza. Taka leśna cisza: z dźwiękami lasu. Powiewem bieszczadzkiego wiatru. Warto się zatrzymać przy tablicach informacyjnych i co nieco się dowiedzieć o miejscu, w którym się znajdujemy. 
Szlak jest kręty, momentami nawet bardzo. Nadaje to charakteru tajemniczości.

Sękowiec. Skrzyżowanie z parkingiem. Po łuku, w lewo, droga prowadzi do Zatwarnicy. W prawo, to trasa dzisiejszego szlaku

Rzeka San tuż poniżej drogi. Na zdjęciu widoczny most w ciągu drogi do Zatwarnicy

Sękowiec. Punkt widokowy z bardzo rozległą polaną

To miejsce miałem okazję już raz odwiedzić, przy okazji trasy do Krywego

W takich okolicznościach przyrody można odpocząć np. przy ognisku

Szerszy widok na otoczenie. Po lewej stronie droga skąd przyjechałem - od skrzyżowania w Sękowcu. Na prawo droga prowadzi do wsi Studenne i dalej do wsi Rajskie

Tablice informujące o istnieniu Rezerwatu Przyrody Hulskie im. Stefana Myczkowskiego

W takich okolicznościach przyrody spędzę kolejne kilometry i godziny. Nie spotkam żadnego turysty czy nawet grzybiarza (aż do Chaty Socjologa)

Tablica informacyjna o Rezerwacie Przyrody Hulskie

W rezerwacie znajdziemy kilka przystanków gdzie zostały przygotowane tablice informacyjne opisujące zakres ochrony przyrody, gatunki fauny i flory występujące na jego terenie

Tak pięknie wijąca się droga leśna jest nieodłącznym elementem przemierzanego szlaku

.

Docieramy do Przełęczy pod Hulskiem 778 m n.p.m. Tam kierunkowskaz z kilkoma odnogami dla szlaków pieszych. Stąd także można wyruszyć na Górny Otryt, do Chaty Socjologa - niebieski szlak pieszy, trawersując Pasmo Otrytu, przez szczyt Kobylanka 806 m n.p.m. Samych dróg prowadzących, do wspomnianego miejsca jest kilka. Bezpośrednio można tam dotrzeć szlakami pieszymi z: Dwernika (niebieski), Chmiela (zielony), ze wspomnianej Przełęczy, czy tak jak ja z drogi leśnej od strony północnej odbijając mocno w prawo. Jednak o tym za chwilę.

Z Przełęczy pod Hulskiem, niespiesznie jadziemy dalej. Kierunek Polana. Jednak do pewnego momentu (!). Bo gdy przeoczy się skręt w prawo, droga zaprowadzi właśnie do wspomnianej Polany. Dlatego też trzeba być uważnym i na kolejnym dużym skrzyżowaniu odbić w prawo. Tym samym znajdziemy się na północnym stoku Otrytu. I tak sobie jadę dalej, bez pośpiechu. Raz podjazd, raz zjazd. I tak na przemian. Tego dnia, od czasu zjechania z głównej drogi asfaltowej (w Sękowcu), nikogo nie spotykam na szlaku. Oczywiście poza samym Otrytem. Trasa jest tylko dla mnie. Las. Od czasu do czasu z leśnych zakamarków dobiega odgłos zwierząt. Tak jakby ktoś patrzył. I w lesie jest to normalne. Nie myślmy, że nikt nas nie widzi. Jesteśmy tylko gośćmi. 

Docieramy do miejsca gdzie jeszcze jakiś czas temu znajdował się wypał węgla drzewnego. Pozostały jeszcze dwie retorty i budka dla pracowników. Do wnętrza retortów nie wchodziłem z uwagi na to by nie spotkać tam jakiegoś... misia. 
To miejsce jest takim "punktem informacyjnym" na mojej trasie. Znajduje się tutaj odnoga od głównego szlaku dookoła Otrytu. My skręcamy w prawo, a główny szlak biegnie na wprost, w dół. Od teraz (po skręcie w prawo) będzie już tylko pod górę (na szczyt Trohaniec +/- 5 km). Pogoda trochę się klaruje. Robi się cieplej. Pokonuje kolejne metry podjazdu. Cisza spokój. Zatrzymuje się kilka razy. Zarówno by rozglądnąć się dookoła siebie jak i chwilkę złapać kilka oddechów. Podjazd jest dość wymagający i przy tym długi. Przy trasie znajduje się także pamiątka po ówczesnej mogile węgierskiego żołnierza z czasów I wojny światowej. Nazywał się Csicsman Janos. Jego szczątki przeniesiono najpierw do Polany, a ostatecznie spoczął na cmentarzu wojennym w Lutowiskach.

Kierunkowskaz na rozwidleniu szlaków 
(ja kieruje się za szlakiem na Polanę - za moimi plecami, ale tylko przez około 2 km)

Wiata na Przełęczy pod Hulskiem, wysokość wg gps ok. 780 m n.p.m.

Kolejne pięknie wijące się zakręty pośród karpackiej przyrody

.

Pod Pasmem Otrytu, od strony północnej, był niegdyś wypał węgla drzewnego. Dziś po nim pozostały tylko dwie retory i niewielka budka dla pracowników

Tuż przy retortach skręcam w prawo i przez +/- 3 kilometry podążam...

... leśną drogą do niebieskiego szlaku pieszego, biegnącego Pasmem Otrytu

Tuż przy drodze znajduje się symboliczna mogiła węgierskiego żołnierza z I wojny światowej. Nazywał się Csicsman Janos. Jego szczątki przeniesiono najpierw do Polany, a ostatecznie spoczął na cmentarzu wojennym w Lutowiskach

Sporej długości łuk na zjeździe w głąb lasu (za mną znajduje się krzyż z powyższego zdjęcia)

Kontynuacja zjazdu

Zdjęcie tego nie oddaje, jednak był to wymagający podjazd

Docieramy do miejsca gdzie przebiega niebieski szlak pieszy, który biegnie od Przełęczy pod Hulskiem do Chaty Socjologa. Moim oczom ukazuje się także niewielki parking z małą wiatą. Skręcamy w lewo. Od teraz już jesteśmy na Paśmie Otrytu. Las jest bliżej nas. Nawierzchnia z szutrowej stała się drogą leśną. Bardzo przyjemny odcinek. Mocno leśny. Bardzo zielony i zacieniony. Po trzech kilometrach docieramy do, już kilka razy wspomnianej, Chaty Socjologa. Do miejsca które jest owiane wieloma legendami i opowieściami. Do miejsca, o którym czytałem w książkach. Tak, na niemalże samym wierzchołku pasma górskiego, pośród gęstego rosnącego lasu, na niewielkiej polanie znajduje się drewniana koliba, której początki sięgają wczesnych lat siedemdziesiątych XX wieku.

Odpocząłem. Po spacerowałem dookoła obiektu. Porozmawiałem z ludźmi, którzy akurat tego dnia wypoczywali po nocnych uciechach, i pojechałem dalej. Zanim napisze co było dalej, chce w "kilku" zdaniach zarysować cały kontekst powstania obiektu i jego działalności. Natomiast po całość opowieści odsyłam każdego z Was, do reportażu Krzysztofa Potaczaly w książce pt. "Bieszczady w PRLu". Znakomita pozycja, w której autor w przystępny sposób pokazuje jak funkcjonował ten zakątek Polski w minionych latach.

Początek (mój) niebieskiego szlaku pieszego w kierunku Chaty Socjologa na Górnym Otrycie 

Od teraz będzie to typowo leśny szlak

.

Razem z niebieskim szlakiem biegnie także Szlak Papieski

Bieszczadzka przyroda

A przy trasie stoi sobie oto taki "strażnik wryty jak pień" :)

.

.

Wiosną 1973 roku do pokoju Andrzeja Organa w stołecznym akademiku zapukał Henryk Kliszko, wtedy już asystent na UW. Oznajmił, że nadarza się okazja do zbudowania własnej koliby w Nadleśnictwie Lutowiska. "Hucuł" rozłożył mapę, a Kliszko wskazał palcem miejsce - polanę w masywie Otrytu z widokiem na Połoniny. - Zaświeciły mi się oczy, nie można było sobie wyobrazić lepszej lokalizacji - przyznaje Organ. - Jeszcze w kwietniu pojechaliśmy w kilka osób na rekonesans, żeby się przekonać, jak niezwykły teren przypada naw w udziale. (...) Rozmawialiśmy z nadleśniczym Wojomirem Wojciechowskim i jego zastępcą, Tadeuszem Zającem. Byliśmy pod wrażeniem, że odnieśli się do naszego projektu z aprobatą. (...) Henryk Kliszko błyskawicznie zorganizował ludzi, którzy mogli pomóc w uzyskaniu pozwolenia na budowę i kupić surowiec. - Nadleśniczy Wojciechowski zabezpieczył nam tyle drewna, ile potrzebowaliśmy - pamięta Organ. (...) Aby zarobić na trudno dostępne materiały budowlane, najmowaliśmy się sianokosów, sadziliśmy drzewa bądź też jeździliśmy do Ustrzyk Dolnych, gdzie robiono drogę - opowiada Piotr Morawski. (...) Ale w istocie nie chodziło tylko o kasę; chcieliśmy coś konkretnego zrobić dla Bieszczadów i poprzez wylanie potu stać się bardziej wartościowymi ludźmi. (...) Świtem ci rozgorączkowani intelektualiści z równie wielki zapałem chwytali za narzędzia. Pracować musieli wszyscy. Kto nie chciał, rychło żegnał się z Otrytem. Mieszanie gliny, kopanie rowów odwadniających czy rąbanie drewna na opał łączyło ponad podziałami i ponad poglądami. Jeden zależał od drugiego. Musiał sobie wzajemnie pomagać. W ten sposób kształtowała się wspólnota. - Kobiety nie miały taryfy ulgowej - mówi Joanna Organ. - Trasę z Chmiela na górę i z powrotem pokonywałam kilka razy dziennie. Do mojego plecaka wchodziło siedem cegieł i nawet jak mnie plecy bolały od dźwigania, to bez marudzenia zasuwałam dalej. (...) Ale chata nie urosłaby w trudno dostępnym terenie, gdyby nie pomoc tubylców z pobliskich wsi. (...) Takim człowiekiem okazał się pan Janek, szofer wysłużonej ciężarówki marki Praga. - On pierwszy wjechał z ładunkiem na Otryt (...)

Inni pomocni ludzie to: Michał Skubisz, operator ciągnika gąsienicowego. Małżeństwo Irena i Jerzy Dąbrowscy z Chmiela, u których studenci mogli się wykąpać, wyprać, pozostawić wiele rzeczy na przechowanie. Bracia Rychtarczyk oraz Władek Śledziak z Lipia, którzy byli cieślami.

(...) Chatę nakryto przed zimą 1973 roku, lecz nadal była w stanie szkieletowym. (...) W kolejnym roku miała szerzej otworzyć podwoje dla warszawskich studentów, nie tylko z najbardziej zaangażowanego w projekt Instytutu Socjologii UW. (...) Dom-schronisko, dom-przytulisko, dom-koczowisko. A nade wszystko dom intelektualnych zmagań młodych i zbuntowanych przeciw wszystkiemu i wszystkim. Jak nazwać tę drewnianą trójkątną kolibę, żeby nie być zbyt banalnym ani nie przegiąć patosem? - Początkowo nazwa miała brzmieć "Otryt Górny" i nawiązywać do dawnego przysiółka Chmiela - twierdzi Andrzej Organ. - Ale potem ni stąd, ni zowąd zaczęto coraz częściej mówić, że na Otrycie stoi "chata socjologów" albo "chata socjologa". I tak już zostało, nikt nie próbował tego zmieniać. (...) Jerzy "Szczupak" Szczupaczyński (też socjolog po UW), mówił, jak zapamiętał lato 1975 roku: - jedni kopali w ziemi, inni siedzieli i dyskutowali, jeszcze inni zajmowali się przyrządzaniem obiadu. Wszyscy na "ty", w porozciąganych swetrach, połatanych portkach. - Niezmiennie przybywali tu w poszukiwaniu wzorców i inspiracji. Środowisko otryckie kształtowało niejeden charakter, pogłębiało intelektualnie i kulturowo, lecz najbardziej szczególny był etos współistnienia i tolerancji, w tamtym czasie niezwykle rzadki w polskim społeczeństwie. Szczupaczyński zwraca uwagę, że wprawdzie dominująca była grupa lewicująco-marksizująca, ale szanowano prawa mniejszości. Pozwalały na to otwarte dyskusje. (...) Ścierały się frakcje, idee i światopoglądy, dochodziło do scysji lecz zawsze z poszanowaniem zdania każdej ze stron sporu. (...) dlatego Otryt stał się miejscem szczególnej wolności wypowiedzi i twórczej debaty polityczno-filozoficznej.
13 stycznia 2003 roku Chata Socjologa spłonęła - od iskry z nieszczelnego przewodu kominowego. W pięć dni po pożarze Andrzej "Hucuł" Organ umieścił na iwie obok pogorzeliska wiersz: TU KIEDYŚ STAŁA CHATA, TUTAJ BYŁ NASZ OTRYT, MIJAŁY NAM TU LATA A LOS BYŁ DLA NAS DOBRY...

Źródło: Krzysztof Potaczała, Bieszczady w PRL-u, wyd. Bosz, Olszanica 2021, s. 181-204.

Obecna Chata Socjologa jest tą odbudowaną po pożarze. Zachęcam do lektury całości tekstu, który przytoczyłem powyżej w fragmentach. Znajduje się tam wiele ciekawostek z czasów powstawania i funkcjonowania obiektu na Górnym Otrycie.

Po dość zalesionym odcinku dzisiejszej trasy, wita nas taki widok, niewielkiej polany, na której znajduje się osławiona Chata Socjologa

Chata Socjologa 890 m n.p.m. (wg gps)

Widoczny na zdjęciu obiekt pochodzi z 2004 r., po tym jak pierwotny budynek uległ spaleniu 13. stycznia 2003 r.

"Pierwsza" Chata Socjologa została oddana do użytku w 1973 r. 

Jadziemy dalej. Nadal trawersując kulminację Pasma Otrytu. Zmierzamy do jego najwyższego punktu, którym jest szczyt Trohaniec, wznoszący się na wysokość 939 mi n.p.m. Prowadzi tam wąska ścieżka przyrodnicza. Momentami trzeba się przecisnąć pomiędzy bujną roślinnością. Powalonymi drzewami. Szczyt zdobyty. Niewiele z niego widać. Jest zalesiony. 
Wracamy na zielony szlak, którym teraz będziemy podążać. Typowy górski szlak pieszy. Spory spadek terenu. Momentami prowadzę rower, a to z tego powodu, że wielkość kamieni znacznie utrudnia bezpieczny zjazd (jak dla mnie). Po drodze mijam kilkoro turystów, którzy prawdopodobnie trafili tutaj idąc szlakiem od strony Lutowisk.

W kierunku Trohańca lub Wysokiego Wierchu - bo z taką nazwą możemy także się spotkać

Jeden z wierzchołków Pasma Otrytu 886 m n.p.m.

Nieco niższy wierzchołek na Otrycie 864 m n.p.m.

Co prawda Pasmo Otrytu jest zalesione, jednak gdzieniegdzie można coś zobaczyć

Krzyż znajdujący się tuż przed szczytem krzyż upamiętniający poległych w I wojnie światowej
- Pod Trohańcem, tuż przy szlaku, znajdują się liczne mogiły węgierskich żołnierzy, które ten krzyż upamiętnia, sporo tu śladów wojny w postaci okopów, transzei i odłamków ciągle znajdowanych po lesie – zaznacza Rafał Osiecki, zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Lutowiska. 
Źródło: TUTAJ 

Trohaniec 939 m n.p.m. Najwyższa kulminacja Pasma Otrytu

Szlak zielony, prowadzący i powracający na i ze szczytu Trohaniec 939 m n.p.m.

Wyjeżdżamy z lasu na szutrową drogę, w granice Leśnictwa Rosochate. Po mojej lewej stronie droga po której bym mógł przejechać nie wybierając wariantu z podjazdem na Otryt. Skręcamy w prawo, kierujemy się i zjeżdżamy do głównej drogi. Dużej Obwodnicy Bieszczadzkiej.
I tak sobie jadę, jadę. Długa prosta pośród lasu, aż tu nagle... kilka metrów przede mną, drogę przeskakuje (dosłownie) mi duży, dorodny byk jelenia. Niewiele by mogło braknąć by doszło do kolizji. Także jak będziecie poruszać się szybkimi zjazdami po drogach leśnych, miejcie na uwadze taką to możliwą sytuację.
Dojeżdżamy do wspomnianej Obwodnicy, skręcamy w prawo i jadę do Smolnika (ok. 3 km). Parking koło cerkwi. Spory podjazd po odbiciu z głównej drogi. Wtedy był w trakcie remontu, kamienisty. Z tego co wiem, to już chyba droga ma nawierzchnię asfaltową. 

Po wyjechaniu z leśnego odcinka trasy (szlak zielony) znajdujemy się w miejscu gdzie prowadzi szlak dookoła Otrytu (w opcji pomijającej Chatę Socjologa)

Ku głównej drodze, kończąc dzisiejszą trasę

Trasa i jej profil

I tak dobiegła końca kolejna trasa rowerowa przez piękne zakątki naszego kraju - w Bieszczadach. Jak zwykle nie chodziło wyłącznie o samą jazdę. Równie ważne były chwile odpoczynku, spotkania z bieszczadzką przyrodą i możliwość dotarcia do miejsc, które mają własną historię i wyjątkową atmosferę. Jednym z nich jest właśnie Chata Socjologa – miejsce owiane legendą, przyciągające wędrowców szukających prostoty, spokoju i odrobiny prawdziwej górskiej wolności.

Jeżeli ciekawią Cię inne szlaki rowerowe, które przejechałem zajrzyj TUTAJ i wybierz coś dla siebie :)

Tekst, opracowanie: Przemek Posadzki
Zakaz kopiowania i rozpowszechniania zdjęć bez zgody autora.
Fragmenty wykorzystane z innych źródeł są odpowiednio oznaczone i podane ich źródła.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ocalić od zapomnienia – Kopysno

Siedem kolorów. O fenomenie Gór Tęczowych

69. tras rowerowych. Miejsca, które warto zobaczyć